24 kwietnia 2016
Relacje międzyludzkie
06 marca 2016
Wybaczam Ci
Ale do rzeczy! Jak można było, nie tak dawno, przeczytać u mnie na asku, znowu coś się wydarzyło co uznałem za warte zamieszczenia na blogu. Zresztą to już prawie, że norma.. praktyczne nie ma miesiąca bez jakichkolwiek lepszych bądź gorszych sytuacji.
Pamiętacie może moją przyjaciółkę, o której pisałem jakiś czas temu w poście Historyjka ? To właśnie o niej dzisiaj ponownie będzie. Sam tytuł może co nieco sugerować. Ale od początku.
Wszystko było ładnie pięknie i cudownie dopóki nie znalazła nowego chłopaka. Brzmi znajomo? Niestety sytuacja się powtórzyła, mimo obietnic. Próbowałem jakoś wyjaśnić sprawę ale powiedziała mi tylko, żebym już po prostu nie pisał. Nie wiedziałem już co o tym myśleć aczkolwiek ku mojemu zdziwieniu nie załamałem się aż tak, jak to miało miejsce za pierwszym razem. Możliwe, że po prostu było to w pewnym sensie przyzwyczajenie. Możliwe, że miałem się komu wyżalić. Pomyślałem sobie wtedy, że to jednak nie było to. Nie było między nami tej prawdziwej przyjaźni, którą można spotkać na każdym kroku. Jak to mówią było-minęło.
Minęły może dwa, góra trzy tygodnie. Przyszedł dzień jej urodzin. Długo zastanawiałem się czy złożyć jej życzenia, a jeśli tak to co miałoby w nich być. W końcu jakoś pod wieczór napisałem jej na tablicy krótkie życzenia, mni. o fajnym chłopaku i przyjaciołach. Po kilku minutach, ku mojemu zaskoczeniu, napisała do mnie. Okazało się, że nie jest już z chłopakiem itp. ale nie napisała, żebym okazał jej litość czy coś w tym stylu. Oczywiście wywiązała się krótka rozmowa, chciałem się dowiedzieć co się stało. Potem zapytałem wprost czy chciałaby dalszej przyjaźni .. odpowiedziała, że na to nie liczy ale bardzo by tego chciała.
Miałem mętlik w głowie. Nie wiedziałem co odpisać, to była na prawdę ciężka sytuacja. Gdy myślałem nad tym wszystkim, w pewnym momencie spojrzałem w stronę bransoletki na rękę, która leżała gdzieś tam w kącie przywalona różnymi rzeczami. Był na niej taki skrót - W.W.J.D. (What Would Jesus Do? - Co zrobiłby Jezus?). Odpowiedź na pytanie skierowane niejako do mnie była teoretycznie oczywista - wybaczyłby. Więc czemu i ja nie mogę tak uczynić ? Tutaj nawet nie chodziło o kwestie religijne ale czysto moralne. Tak na prawdę wszystko to wydarzyło się w przeciągu kilku sekund po tym jak dostałem pozytywną odpowiedź od niej ale i tak oznajmiłem jej to dopiero na drugi dzień. Jednym słowem - była szczęśliwa.
Zapewne znaczna część osób by już ponownie tego samego nie wybaczyła lecz na myśl przychodzą mi słowa, które kiedyś słyszałem od o. Szustaka, że powinno się wybaczać nawet po raz setny. Oczywiście to nie jest oryginalny cytat ale sens pozostaje taki sam. Wiem, że wybaczanie jest rzeczą niełatwą ale czasem jednak można zyskać z tego tytułu wiele. Ja uświadomiłem sobie, że ona dużo dla mnie znaczy, bo tylko ona zawsze potrafiła mi pomóc jak miałem jakiś problem, tylko ona mnie rozumiała i znosiła moje wszystkie narzekania i użalania się nad sobą.
Z tego miejsca pozdrawiam Cię Gabi i dziękuję za te niespełna (z malutkimi przerwami) półtora roku znajomości! <3
Aa i jeszcze jedno, poprzedni post był właśnie krótko po w/w sytuacji dlatego miał taką tematykę, a nie inną :)
Zapraszam również na aska oraz bardziej prywatnie na maila: cisekblog@gmail.com
Do następnego razu!
~Cisek
Tym razem trochę spokojniej :)
04 listopada 2015
Rozstanie
Zawiłość, w której chce się być blisko,
Ale miłość choć przepali wszystko,
Niepielęgnowana zamienia się w popiół."
13 października 2015
Do utraty sił
Głównym odtwórcą roli jest Jake Gyllenhaal, który zagrał Billy'ego Hope'a. Przedstawiona historia boksera, który jest na samym szczycie, może niektórych bardzo poruszyć. Jednak wszystko wali się, gdy umiera jego piękna i ukochana żona Maureen Hope (Rachel McAdams), która zostaje przypadkowo postrzelona, przy bójce z jego przyszłym rywalem, przez ochroniarza pięściarza.
Od tego momentu w życiu bohatera wszystko się wali, już nic nie ma dla niego sens bez wybranki serca. Pomimo propozycji nowych walk ze strony jego managera i promotora (Curtis Jackson znany bardziej jako "50 Cent") nie korzysta z propozycji, dochowując tym samym złożonej obietnicy zmarłej żonie, co do przerwy w sporcie.
Niestety brak uczestnictwa na ringu, współgra z brakiem dochodów. Z czasem traci fundusze na życie i luksusowa willa oraz samochody zostają zabrane przez windykatora. Wszyscy znajomi się od niego odwracają.
Niestety, decyzją sądu, nie jest w stanie zapewnić pełnej opieki swojej córce Leili (Oona Laurence) i trafia ona do domu dziecka. W dodatku odwraca się od niego i nie chce się z nim widywać. Po raz pierwszy od dawna musi zacząć zarabiać w inny sposób niż boks. Trafia do siłowni Ticka Willisa (Forester Whitaker), byłego boksera, którego kariera została zaprzepaszczona przez niby niegroźny cios podczas, jak się później okazuje, ostatniej walki zawodowej.
Znajduje tam pracę prze sprzątaniu siłowni po treningach, zyskując tym samym możliwość treningu. Po pewnym czasie Billy prosi o pomoc w powrocie do formy Ticka, który początkowo opierając się, zaczyna przemianę dawnego mistrza. Staje się on nowym człowiekiem, nie tak nerwowym i gwałtownym lecz stonowanym i panującym nad emocjami, zarówno w ringu jak i w codziennym życiu.
W końcowym efekcie, dochodzi do walki między w/w rywalem, przez którego zginęła jego żona. Tickowi udaje się powstrzymać go przed wolą zemsty i nakazuje cierpliwie zbierać punkty. Ostatecznie wygrywa nie tylko pas mistrzowski ale może także powiedzieć, że życie - odzyskuje przecież córkę.
Film, pod względem scenerii, jest bardzo dynamiczny i "idzie" za akcją, szczególnie podczas scen prosto z ringu. Jest pełen zwrotów akcji i naprawdę może się podobać, nawet najbardziej wybrednej części publiczności.
Pokazuje on, że nie ma sytuacji bez wyjścia, każdy problem można rozwiązać. Niekiedy droga jest bardzo kreta i wyboista lecz efekt końcowy wynagradza wszystko - w tym przypadku odzyskanie zaufania własnej córki. Po prostu nie należy podejmować pochopnie decyzji oraz pod wpływem emocji. Poza tym nazwisko bohatera nie jest przypadkowe, Hope z angielskiego oznacza nadzieję, nadzieję na wygranie walki.
Co prawda post przerodził się w recenzję filmową ale to nic. Przynajmniej pokazałem, że nie zawsze wstęp jest ściśle związany z efektem końcowym! :) Z góry jeszcze przepraszam za kolejną, dłuższą nieobecność lecz rok szkolny pełną parą, a pracy jest jeszcze więcej niż poprzednio.. postaram się dotrzymać obietnicy złożonej po powrocie.
Do następnego razu!
~Cisek
Ps: Mój ulubiony soundtrack z filmu wykonany przez ulubionego rapera :) Tytuł może posłużyć jako dobre motto życiowe.
30 września 2015
Łatwo, a do tego warto
Pomimo tego, filmik, który natchnął mnie do napisania tej notki, pokazuje, że łatwo i do tego warto to czynić.
Czasem mały gest może zdziałać naprawdę dużo, a niekiedy powróci w najmniej spodziewanym momencie. Kiedy po prostu będziemy jej bardzo potrzebować.
Dzisiaj tak trochę krócej, żeby nie zanudzać samymi długimi moimi dywagacjami :D
Do następnego razu!
~ Cisek
08 sierpnia 2015
Come back!
Ogólnie trochę się działo w moim życiu, dużo było momentów radosnych ale i niestety trochę mniej szczęśliwych dla mnie. Na szczęście uwziąłem się, żeby w końcu coś napisać no i jestem! W sumie to już od dłuższego czasu myślałem nad tym, żeby wznowić pisanie ale zawsze coś przeszkadzało mi w tym. A to brak czasu lub brak motywacji czy chęci.
No ale czemu w ogóle przestałem pisać? Niestety to wiąże się z jedną, przykrą dla mnie sytuacją. Mianowicie straciłem kontakt z przyjaciółką (?), która często dawała mi wiele inspiracji i motywacji do pisania. Poza tym to dzięki niej zacząłem to robić, gdyż ona mnie do tego zachęciła. Natomiast jeśli kogoś by interesowało dlaczego kontakt się urwał, to niestety ale tego nie powiem, gdyż myślę, że ona by sobie tego nie życzyła. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że była to jej decyzja.
W sumie to straciłem także drugą przyjaciółkę, w dodatku było to w dzień moim urodzin... do dzisiaj nie wiem co było powodem "fochnięcia" się na mnie. Mogę się jedynie domyślać ale konkretnego wytłumaczenia nie usłyszałem do dzisiaj.
No i na początku tak było, gdyż pod koniec reko (trwają 15 dni nie wliczając dnia przyjazdu i wyjazdu) dowiedziałem się od innego animatora (było nas łącznie 4), że jedna z uczestniczek bała się mnie na początku. Szczerze mimo śmiechu, to jednak nie zdziwiło mnie to, bo po prostu musiałem się wczuć i bylem trochę "inny" niż zazwyczaj. Wiadomo, pierwszy raz jako animator jest najtrudniejszy. No ale z biegiem czasu było coraz lepiej, dzieciaki mnie nawet polubiły.
Zdziwiło mnie to ile dzieci mogą nauczyć starszych od siebie, bo mówią prostym językiem, nie owijają w bawełnę. Mówią prosto ale szczerze i to jest najpiękniejsze.
Myślę, że opisałem wszystko co było tego warte, a jak jednak coś przyjdzie mi jeszcze do głowy, to dopisek będzie w kolejnym poście, który planuję niedługo zamieścić (do końca przyszłego tygodnia).
~ Cisek
22 marca 2015
Marzenia
No i właśnie dochodzimy tutaj do pewnej kontrowersji, czy warto mieć marzenia, nawet jeśli są one kompletnie nierealne, niewykonalne?
Niektórzy pewnie powiedzą, że "nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko te, z których za szybko rezygnujemy" i, może trochę zaskakująco ale w pełni się z tym zdaniem zgodzę!
Chociaż wiadomo, że jeśli ktoś sobie wymarzy lot w kosmos, to może się wydawać nierealne ale wszystko jest możliwe, trzeba po prostu chcieć i dążyć do spełnienia swojego celu. Akurat ten przykład, który podałem wyżej jest do zrealizowania, ponieważ ostatnio słyszałem o próbach lotów samolotami w kosmos. Ceny są wręcz astronomiczne, co w sumie pasuje do charakteru "wycieczki" ale Ci ludzie, którzy polecą, też musieli na to ciężko zapracować.
Lecz nadal nie odpowiedziałem na pytanie czy warto marzyć.
Odpowiedź brzmi: warto! Są one nieodzowną częścią człowieczeństwa, one zawsze były, są i będą praktycznie zawsze.
Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia w następnym poście!
16 lutego 2015
Zaufanie
25 stycznia 2015
Koniec "kariery" ?
Witam ponownie na moim blogu! :)
Tym razem chciałbym opowiedzieć pewną historię z mojego życia. Mianowicie chodzi tutaj o uprawiany przeze mnie sport, czyli szermierka.
W gwoli wyjaśnienia, już go nie trenuję, jakby ktoś nie zrozumiał.
Trenowałem tą dosyć rzadko spotykaną dyscyplinę sportu 1-2 lata. Nie powiem - było super, jeździłem na zawody, może nie zdobywałem jakiś dobrych miejsc ale trochę Polski sobie zwiedziłem :)
Historia, która chciałbym przytoczyć wydarzyła się na letnim obozie sportowym w Człuchowie (ok 200 km od Bydgoszczy). Miałem wtedy może 11-12 lat jeśli dobrze pamietam.
Tak na dobrą sprawę to wydarzenia, które miały tam miejsce zadecydowały o tym, że przestałem trenować ale również natłok treningów, z powodu przejścia do bardziej zaawansowanej grupy. No, a wiadomo, że dużo treningów=mniej czasu na naukę. Więc rodzice postawili przede mną ultimatum, albo nauka albo sport. Szczerze to nie miałem i tak za wiele do powodzenia, więc wiadomo jaka była moja "decyzja". W sumie trochę ich rozumiem, miałem przecież 11 lat.
Wracając w końcu do sedna sprawy. Jak juz wspomniałem w Człuchowie byliśmy całą sekcja szermierczą. No i pewnego pięknego dnia pojechaliśmy nad jezioro. Gdy z kolegą chodziliśmy po plaży zrobiliśmy się głodni, a nie wzięliśmy ze sobą kasy. Więc wpadliśmy na genialny pomysł. Mianowicie planowaliśmy zaczepić pierwszego lepszego napotkanego plażowicza. Zaczepiliśmy kolesia młodszego o rok od nas. Początkowo nie chciał dać nam pieniędzy więc zaczęliśmy się dla zabawy gonić. Po jakimś czasie chłopak upadł na piasek i po chwili namysłu dał nam w końcu te pieniądze. Uradowani "zdobyczą" poszliśmy do sklepu przy plaży i kupiliśmy orzeszki ziemne ... tak orzeszki.
Minęło kilka dni. Jest chrzest całego obozu. My również zamierzaliśmy się tam wybrać jak wszyscy zresztą. Gdy tylko przekroczyliśmy próg od ośrodka zauważyliśmy jakiegoś kolesia, a obok niego naszego "znajomego". Facet nas zawołał, a my jak gdyby nigdy nic zrobiliśmy nagły w tył wzrot. Niestety on był już za nami. Zaczęła się mała awantura. Podbiegł nasz trener i kazał nam iść do pokojów. Gdy przyszedł do nas, wszytsko nam wyjaśnił. Okazało się, że ten facet to trener młodego (z Wrocławia bodajże) i oni również uczestniczą w tym obozie szermierczym. Powiedział też, że powstrzymał tamtego trenera od zadzwonienia na policję! Mówił, że groził nam nawet dom dziecka! Najprawdopodobniej jednak skończyło by się tylko na pouczeniu gdyż byłoby to uznane za niską szkodliwość czynu lecz wtedy nie było mi do śmiechu.
Karą jaką dostaliśmy było zadzwonienie do rodziców i zrelacjonowanie im wszystkiego oraz półroczny zakaz wyjazdów na zawody.
I pomyśleć, że to wszystko przez jedne głupie orzeszki. Dzisiaj myślę o tym wszystkim, że to było idiotyczne zachowanie. Na dodatek nie mam tak naprawdę pojęcia na jakiej podstawie trener młodego miał już dzwonić po policję... Wymuszenie z zastraszaniem czy coś? Nie znam się na tym... Ale nie zmienia to faktu, że żałuję tej decyzji do dziś.
Jeśli jesteś w tej części tego posta to gratuluję wytrwałości, bo krótki on nie jest. Starałem się jak mogłem aby go skrócić ale żeby wszytsko miało ręce i nogi to inaczej się nie dało.
Na koniec jak zawsze piosenka, tym razem coś po polsku :)
http://youtu.be/eT1LsCvs_L4
Do następnego razu!
~Cisek
10 stycznia 2015
Moje pasje
Wracając do tematu, jak już wspomniałem w poście Parę słów o mnie prowadzę fp na fejsie, (link również tam znajdziecie) zresztą którego jestem założycielem. Tematyka tej stronki jest ściśle związana z jedną marką, a właściwie modelem samochodu - mowa tu o Hondzie Civic.
Pasją do tego auta zaraził mnie mój brat, który jest posiadaczem tego modelu (5 generacji). Uwielbiam z nim robić różne modyfikacje, kosmetykę itp. Co w Nim takiego fajnego? Wszystko! Począwszy od szerokiej gamy oferowanych silników, przez sportowy charakter, a kończąc na możliwościach stałego ulepszania.
Gdy tylko zdam za rok prawko, planuje kupić ten właśnie samochód (V generacje, która jest moją ulubioną).
Macie tutaj dwie fotki tego autka:
Od razu odpowiem na pytanie, które może się pojawić czy uprawiam jakiś sport. Nie, nie uprawiam zawodowo aczkolwiek amatorsko biegam, i od czasu do czasu chodzę na orlika pograć "w nogę".
Kiedy jeszcze chodziłem do szkoły podstawowej, czyli ładne parę lat temu, trenowałem dość nietypowy sport - szermirkę. Czemu zaprzestałem trenowanie? Myślę, że poświęcę kiedyś na to jeden post, więc trochę będziecie musieli poczekać ;)
Często można usłyszeć, że powinno się lubić, to co się robi i tak samo jest z nauką w elektroniku. Wiele znajomych ze starszych klas mówiło mi, że jeśli nie polubię tego, to albo przydałoby się chodź trochę tym zainteresować albo prędzej czy później będę musiał się przenieść. W pełni się z tym zgadzam, no bo chyba nikt nie lubi robić tego za czym zbytnio nie przepada. Szczerze mówiąc, to nawet mnie to ciekawi ale jeszcze nie na tyle aby z powodzeniem ukończyć tą szkołę. Więc myślę, że w najbliższym czasie zrobię pewne kroki ku temu aczkolwiek w sumie już teraz czasem bawię się lutownicą :)
Do następnego razu!
~Cisek
05 stycznia 2015
Postanowienia noworoczne
Oczywiście moje statystyczne przypuszczenia mogą być mylne. Nie jestem jakimś fanem badań opinii publicznej ale wysiliłem się i znalazłem.
30 grudnia 2014
Parę słów o mnie
Jestem tutaj po to aby napisać drugiego posta na moim pierwszym blogu. Pewnie zamieszczę go dopiero popołudniu, no ale się zobaczy. W sumie to ma być on o mnie.. za wiele tutaj raczej nie będzie, ponieważ kiepsko wychodzi mi mówienie, a raczej pisanie o sobie.
Powiem coś jeszcze apropo spożywania alko, palenia petów, e-petów itd. Na rekolekcjach, które odbyły się w wakacje przyjąłem Krucjatę Wyzolenia Człowieka (w skrócie KWC). Podpisując ją deklaruje nie spożywanie przez rok alkoholu, papierosów i różnych podobnych substancji psychoaktywnych. Jedni powiedzą, że to idiotyzm, inni, że po co to komu potrzebne. Ja przyjmując KWC chciałem udowodnić sobie i innym, że da się żyć i imprezować bez tego wszystkiego. Jak wiadomo w dzisiejszych czasach większość moich rówieśników zna jedynie taki sposób spędzania wolnego czasu. Ja chcę pokazać, że można inaczej, że można trzeźwo przeżyć sylwka, urodziny itp i jednocześnie przy tym dobrze się bawić.
Jakby ktoś miał do mnie jakiekolwiek pytania, to proszę albo w komentarzu albo na tego e-maila: cisekblog@gmail.com.
Życzę miłego dnia wszystkim i do następnego razu! ;)



